Dzieciństwo


Jak sam ks. Janusz Tarnowski wspomina, „karierę” pisarską rozpoczął bardzo wcześnie: „Miałem wówczas 6 lub 7 lat, gdy ubrano mnie w czarną suknię, którą trzeba było odpowiednio do mego wzrostu podwiązać paskiem, i nałożona mi została biała komża. Zostałem w ten sposób wprowadzony w służbę ministrancką.Zdarzenie to było tak ważne w moim życiu, że postanowiłem je uwiecznić, wydając pierwszy (i jedyny) numer gazetki, zawierającej komunikat (wraz z odpowiednim rysunkiem) o tym, co się stało.

Gazetka była oczywiście wykonana ręcznie i w jednym tylko egzemplarzu, dostępnym tylko dla najbliższej rodziny”. To był pierwszy przejaw „pasji pisarskiej”. Wkrótce młody autor „wydał” powieść sensacyjną, przez siebie ilustrowaną, którą przeczytała babcia i wyraziła mu swoje uznanie. Niedługo potem zaczął pisać okolicznościowe wiersze dla najbliższej rodziny, które przynosiły radość adresatom. Opisywał również prozą i wierszem różne przygody życiowe, a wypracowanie z historii przedstawił jako „poemat” o dziejach ojczystych.

Pierwszy prawdziwy sukces odniósł w wieku 9 lat. Wziął udział w konkursie Polskiego Radia na opis przygotowań do Powszechnej Wystawy Krajowej, która odbyła się na terenie Poznania w 1929 r. Otrzymał wtedy nagrodę pieniężną w wysokości 20 zł, co na owe czasy stanowiło poważną sumę pieniędzy. Przysłano mu również zaproszenie na ową wystawę. Nieco później w czasopiśmie „Przyjaciel Zwierząt” wydrukowano jego wiersz o cierpieniu ptaka zamkniętego w ciasnej klatce. Jak sam wspomina: „Był to mój pierwszy utwór opublikowany w prawdziwej gazecie”.

W latach szkolnych napisał jeszcze kilka felietonów satyrycznych do gazetki uczniowskiej „Coś”, wydawanej w warszawskim gimnazjum im. Stefana Batorego. W tym czasie – jak pisze – „urywa się moja twórczość pisarska”, ponieważ podczas jego pobytu w seminarium duchownym, gdy srożył się terror okupacji, nie było możliwości publikacyjnych . Pasja pisarska nie wygasa jednak, ale „wżenia się w pedagogikę”.

Drugą pasją księdza profesora jest pasja wychowawcza. Jej początek datuje się od wczesnego dzieciństwa. Wspomina o tym w ten sposób: „Ulubionym moim zajęciem w latach dziecięcych była zabawa w szkołę. Grałem wtedy rolę nauczyciela, miałem dziennik lekcyjny, (wyrywałem) do odpowiedzi uczennice i uczniów, którymi byli moi rówieśnicy, stawiałem oceny, udzielałem nagan i pochwał. Podczas wakacji, które spędzałem prawie co roku na jednej z wsi podwarszawskich, w Woli Rafałowskiej, w pobliżu Mrozów, nie było bynajmniej przerwy w (mojej pracy wychowawczej). Zbierał się wokół mnie chórek dziecięcy, urządzaliśmy wspólnie (komedyjki), których widzami byli zarówno stali mieszkańcy wsi, jak też letnicy. Raz zorganizowałem loterię fantową na rzecz budującego się właśnie kościoła w Mrozach. Nie brakowało emocji przy zbieraniu fantów i ciągnięciu losów. Ale przeżyliśmy jeszcze większą radość, gdy proboszcz publicznie ogłosił, że dzieci z Woli Rafałowskiej przyniosły 2 zł (poważna wtedy suma) na budowę kościoła jako dochód z loterii fantowej. Systematyczną praktyką wychowawczą było (prezesowanie) w ciągu wielu lat w kole ministrantów przy warszawskim kościółku Imienia Jezus przy ul. Moniuszki 3a, zniszczonym podczas wojny i dotąd nie odbudowanym” .
  Click to listen highlighted text! Jak sam ks. Janusz Tarnowski wspomina, „karierę” pisarską rozpoczął bardzo wcześnie: „Miałem wówczas 6 lub 7 lat, gdy ubrano mnie w czarną suknię, którą trzeba było odpowiednio do mego wzrostu podwiązać paskiem, i nałożona mi została biała komża. Zostałem w ten sposób wprowadzony w służbę ministrancką.Zdarzenie to było tak ważne w moim życiu, że postanowiłem je uwiecznić, wydając pierwszy (i jedyny) numer gazetki, zawierającej komunikat (wraz z odpowiednim rysunkiem) o tym, co się stało. Gazetka była oczywiście wykonana ręcznie i w jednym tylko egzemplarzu, dostępnym tylko dla najbliższej rodziny”. To był pierwszy przejaw „pasji pisarskiej”. Wkrótce młody autor „wydał” powieść sensacyjną, przez siebie ilustrowaną, którą przeczytała babcia i wyraziła mu swoje uznanie. Niedługo potem zaczął pisać okolicznościowe wiersze dla najbliższej rodziny, które przynosiły radość adresatom. Opisywał również prozą i wierszem różne przygody życiowe, a wypracowanie z historii przedstawił jako „poemat” o dziejach ojczystych. Pierwszy prawdziwy sukces odniósł w wieku 9 lat. Wziął udział w konkursie Polskiego Radia na opis przygotowań do Powszechnej Wystawy Krajowej, która odbyła się na terenie Poznania w 1929 r. Otrzymał wtedy nagrodę pieniężną w wysokości 20 zł, co na owe czasy stanowiło poważną sumę pieniędzy. Przysłano mu również zaproszenie na ową wystawę. Nieco później w czasopiśmie „Przyjaciel Zwierząt” wydrukowano jego wiersz o cierpieniu ptaka zamkniętego w ciasnej klatce. Jak sam wspomina: „Był to mój pierwszy utwór opublikowany w prawdziwej gazecie”. W latach szkolnych napisał jeszcze kilka felietonów satyrycznych do gazetki uczniowskiej „Coś”, wydawanej w warszawskim gimnazjum im. Stefana Batorego. W tym czasie – jak pisze – „urywa się moja twórczość pisarska”, ponieważ podczas jego pobytu w seminarium duchownym, gdy srożył się terror okupacji, nie było możliwości publikacyjnych . Pasja pisarska nie wygasa jednak, ale „wżenia się w pedagogikę”. Drugą pasją księdza profesora jest pasja wychowawcza. Jej początek datuje się od wczesnego dzieciństwa. Wspomina o tym w ten sposób: „Ulubionym moim zajęciem w latach dziecięcych była zabawa w szkołę. Grałem wtedy rolę nauczyciela, miałem dziennik lekcyjny, (wyrywałem) do odpowiedzi uczennice i uczniów, którymi byli moi rówieśnicy, stawiałem oceny, udzielałem nagan i pochwał. Podczas wakacji, które spędzałem prawie co roku na jednej z wsi podwarszawskich, w Woli Rafałowskiej, w pobliżu Mrozów, nie było bynajmniej przerwy w (mojej pracy wychowawczej). Zbierał się wokół mnie chórek dziecięcy, urządzaliśmy wspólnie (komedyjki), których widzami byli zarówno stali mieszkańcy wsi, jak też letnicy. Raz zorganizowałem loterię fantową na rzecz budującego się właśnie kościoła w Mrozach. Nie brakowało emocji przy zbieraniu fantów i ciągnięciu losów. Ale przeżyliśmy jeszcze większą radość, gdy proboszcz publicznie ogłosił, że dzieci z Woli Rafałowskiej przyniosły 2 zł (poważna wtedy suma) na budowę kościoła jako dochód z loterii fantowej. Systematyczną praktyką wychowawczą było (prezesowanie) w ciągu wielu lat w kole ministrantów przy warszawskim kościółku Imienia Jezus przy ul. Moniuszki 3a, zniszczonym podczas wojny i dotąd nie odbudowanym” .